14.03.2016

Spalony

Trzeba ich pogonić! Po-goń! Po-śpiesz-cie się!


Jeżeli wszyscy myślą, że Tuli-Pyszczki głównie śpią i jedzą to... No cóż, mają rację. Jednak czasem też przychodzi moment, w którym nawet Tuli-Pyszczek stwierdza, że czas wyjść do ludzi. (Podobnego uczucia doświadczają również mamy niemowlaków, tylko u nich z tym spaniem trochę nie bardzo... ).No ale miało być nie o tym.

Każdy jednak wie, że Tuli-Pyszczki uwielbiają robić coś z pasją. Lubią głośno piszczeć, tupać i wprost kochają, gdy jest ku temu odpowiedni powód. Dlatego też lubią kibicować.

Okazja do kibicowania nadarzyła się całkiem niedawno. Otóż Chłopiec, fan piłki nożnej, postanowił pójść na prawdziwy mecz. Najpierw oczywiście otrzymał oficjalną Kartę Kibica, z którą przez parę dni spał, nazwaną przez niego Dokumentem. Po paru nockach z kawałkiem wymarzonego plastiku pod poduszką, wreszcie nastał Ten Dzień, by wybrać się z Tatą na mecz!

Chłopca od rana ogarnął nastrój lokalnego patriotyzmu. Co raz wykrzykiwał Pogoń! (tup tup tup!) Szczecin! (tup tup tup!) lub odśpiewywał swoją wersję Mazurka Dąbrowskiego Marsz masz do Polski ("jaki Dąbrowski, przecież jesteśmy w Polsce...!").

Tuli-Pyszczkowi też udzielił się podniosły nastrój. Podśpiewując pod noskiem, pakował swój plecaczek, by przypadkiem nie zgłodnieć na meczu. To na pewno popsułoby całą zabawę. W plecaku znalazła się więc herbatka w termosie, garść rodzynków oraz kawałek placka dla Stwora, który podobno żyje na stadionie. Tu Tuli-Pyszczek zamyślił się przez chwilę, zastanawiając się jak To Coś wygląda oraz czy będzie można z nim zamienić słówko i napić się herbatki. Tuli-Pyszczek tak się zadumał, że aż przysiadł, po chwili jednak zauważył że chłopaki szykują się do wyjścia. Złapał więc szybciutko paczkę słonecznika i zasypał nim wszystko co było już w plecaku, uznając tutaj zasadę naszych babć (którą oficjalnie popierał), czyli "ile wlezie".

Podróż minęła mu szybko. Nim się obejrzał siedział już na krzesełku razem z Chłopcem i skandował różne zasłyszane hasła. Nie bardzo rozumiał o co tutaj tak na prawdę chodziło. Tuli-Pyszczek nigdy nie interesował się piłką nożną, jakoś zawsze były ciekawsze rzeczy do robienia... Słyszał, że trzeba coś gonić. To rozumiał. Wszyscy gonili piłkę. Gońcie szybko!-piszczał więc. Pogoń! Tak zleciała mu pierwsza połowa meczu, następnie odgwizdano przerwę. Tuli-Pyszczek zmachany i zadowolony otworzył plecaczek, by nalać sobie herbatki.

Wtem na boisku ukazał się Stwór. Był ogromny. Tuli-Pyszczek tak się zląkł, że wcisnął do buzi sporą część ciasta, by skierować myśli na bardziej pozytywny tor. Gryfuś poskakał chwilę, pomachał i schował się z powrotem do swojej nory pod trybunami.

Zaczęła się druga połowa meczu. Tuli-Pyszczek poczuł się trochę zmęczony tym ciągłym krzyczeniem. Przecież nie można ich tak ciągle poganiać- rozmyślał gryząc słonecznik i plując ukradkiem na bok. To  chyba niegrzeczne. Stwierdził, że zagryzie swoje rozterki resztką placka. Wtem rozmyślania przerwał okrzyk z tyłu. Spalony! Tuli-Pyszczek przeraził się nie na żarty. Pomasował się delikatnie po brzuszku. A może jednak... Spa-lo-ny!-wszyscy w okół postanowili poinformować go po fakcie. Na pewno nie był spalony!- zapiszczał poirytowany. Kto jak kto, ale Tuli-Pyszczki znają się na plackach z morelami!

Po krótkim zamieszaniu wkroczył sędzia, który powiadomił, że spalonego nie było. Tuli-Pyszczek bardzo się tym faktem podbudował. Trochę mu też ulżyło. Honor tuli-pyszczkowego nosa do smaków został uratowany i znów mógł w spokoju oglądać mecz. Nawet wróciła mu ochota na dopingowanie bordowo-granatowych zawodników. Jakoś tak żwawiej biegali, gdy się ich poganiało. Po-goń- cie- się !- pisnął więc zadowolony.


* * * 

To dopiero było wyzwanie! Tuli-Pyszczek dla przyszłego fana Pogoni Szczecin! 
Kolory klubowe są, nawiązanie do trójkątnego kształtu herbu też. Chyba się udało?
Tuli-Mama jest lokalną patriotką, a wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie... ;) 

Pozdrowienia dla małego Maciusia, jego Rodziców i cioci Ewy!





Brak komentarzy: