02.11.2012

Syropowa Przepowiednia

 Pewnie "znika go" nocą, widziałem ślady truskawek na jego futerku- stwierdził Tuli-Pyszczek Mądrym Tonem.


Tuli-Pyszczki zgromadziły się w korytarzu, tuż za zakrętem. Miejsce dobre, wszystko słychać, kiedy trzeba-można zerkać, droga ucieczki- wolna.

Tuli-Pyszczek wylosowany na Ochotnika przestępował z nóżki na nóżkę, wychylając łepek zza framugi. Jest. Stoi na szafce. Truskawkowy. Przełknął ślinę, która gulą stanęła mu w gardle, zebrał się w sobie i ruszył do akcji. Tup tup tup. Za krzesełko. Tup tup. Fotel. Hop! Szafka.

Plan był prosty- syrop musi zniknąć, to pamiętał dobrze. Tak powiedział Doktor. Jak zniknie syrop, to Chłopiec będzie zdrowy- powtórzył w myślach. Słyszał to wyraźnie dziś rano. Zapomniał tylko, gdzie miał zniknąć.

Jako, że Tuli-Pyszczki nie są zbyt dobre w Bardzo Przemyślanych Rozwiązaniach, a nieźle im wychodzą Niespodziewane Improwizacje, po szybkim otaksowaniu wzrokiem etykiety z soczystą truskawą na przodzie, Tuli-Pyszczek postanowił wziąć sprawy w swoje łapki.
Sprawnym ruchem kuchennego wyjadacza odkręcił buteleczkę i duszkiem wypił zawartość. Za Chłopca...!- poklepał łapką swój świeżo wydęty brzuszek i obwieścił zniknięcie syropu donośnym beknięciem. Echo poniosło radosną nowinę po kuchni. Pies Pitu  rozbudzony uniósł łeb i spojrzał na Tuli-Pyszczka z wyrzutem. Ten z kolei poczuł się niczym Zwykły Bohater. I bardziej turlając się, niż idąc, udał się do pokoju Chłopca, by obserwować cudowne uzdrowienie.

Jakiż to czekał go zawód, gdy napotkał po drodze foczkę Glu Glu, która smutnie pokiwała łebkiem na boki. Tuli-Pyszczki usiadły skonsternowane wokół chorego. I co tu robić, syrop zniknął, a stan zdrowia Chłopca bez zmian. Postanowiły szybko zwołać Naradę W Trybie Pilnym. Zgromadziły się przy łóżeczku i zaczęły debatować o  tym, czy Ochotnik słusznie wypił syrop i co właściwie oznacza "zniknąć".

W tym czasie w kuchni cudownie objawiła się nowa butelka magicznego płynu. Być może Mama Chłopca miała tu jakiś swój wkład, jednak Tuli-Pyszczki wolały myśleć, iż jest to Znak. Postanowiły zadziałać.

Tym razem zamiast całkowitego i nieodwracalnego zniknięcia wybrały opcję zniknięcia tymczasowego, zwanego także Ukryciem. Kolejny śmiałek wyruszył w niepewną misję. Butelka stała na tej samej półce, dotarcie do niej nie było więc takie trudne. Hop, siup i już. Trudniejszą częścią zadania było odpowiednie Ukrycie. Tuli-Pyszczek z trudem oparł się pokusie ponownej konsumpcji i z bólem serca, które wyczuwał wyraźnie w żołądku, zepchnął buteleczkę z syropem do znajdującej się w strategicznym miejscu, otworzonej wcześniej, szuflady. W szufladzie znajdowały się tak nieciekawe rzeczy jak makarony, ryż, kasza gryczana i mąka. Syrop truskawkowy ewidentnie do tego towarzystwa nie pasował, lecz czego nie robi się dla dobra Sprawy. Tuli-Pyszczek przełknął łzy i potuptał do pokoju Chłopca.

Niestety, magiczne uzdrowienie nie nastąpiło. Została zwołana Jeszcze Pilniejsza Narada. Debata trwała do późnych godzin nocnych. Rano znowu objawiła się butelka. Nie wiadomo, czy była to tamta wczorajsza, czy nowa. Przepowiednia mówiła jednak jasno i wyraźnie: syrop musi zniknąć. A on nadal tu był. Należy użyć opcji numer trzy. Ta przewidywała coś między totalnym zniknięciem, a zniknięciem tymczasowym, czyli semi-zniknięcie. Mniej profesjonalnie mówiąc wyniesienie butelki z domu razem ze śmieciami, gdzie była by umieszczona poprzez strącenie z półki. Jak postanowiono, tak zrobiono. Ochotnik zakończył misję sukcesem. Wracał do punktu zbiórki trochę po omacku, gdyż na widok syropu truskawkowego w śmietniku, w oczach stanęły mu łzy. Po pewnym czasie przybite Tuli-Pyszczki obwieściły brak widocznych rezultatów.

Kolejne zgromadzenie skończyłoby się tylko wzajemnym pocieszaniem i opłakiwaniem zmarnowanych, strąconych lub wyniesionych butelek, gdyby nie Misio, któremu udzielił się ponury nastrój. Ochoczo obwieścił, iż zna rozwiązanie problemu i że wie, jak prawidłowo "zniknąć" syrop. Ale nie powie. Chce pozostawić sekret w tajemnicy i ma zamiar działać w nocy. Tuli-Pyszczki tak na prawdę nie wiedziały, że Misio tak na prawdę nie wie. I że pożałował w pierwszej sekundzie, jak tylko się odezwał. Jednak ani Tuli-Pyszczki oczekujące w radosnej ekscytacji ani przerażony Misio nie wiedzieli, iż co wieczór w magiczny sposób ubywało po dwie łyżeczki syropu. Tuli-Pyszczki po paru dniach oczywiście zauważyły różnicę i zaczęły spoglądać na Misia z uznaniem i klepać go po pleckach. Misio traktował to jako zachętę do dalszych intensywnych przemyśleń  i myślał już tak bardzo, że misie już bardziej nie mogą.

Po tygodniu buteleczka została opróżniona i Chłopiec wyzdrowiał. A Misio uznany został Nadwornym Szamanem Chłopca oraz Specjalistą od Znikania. Uwierzył również w magiczną moc swojego umysłu i pofałdował nieco gładką dotychczas zawartość swojego puszystego łebka.


P.S.
Serdeczne pozdrowienia dla przyszłego Właściciela,
mam nadzieję, że Tuli-Pyszczek dotrze bezpiecznie i na czas:)


2 komentarze:

roga52 pisze...

Opowiadanie o znikajacym syropie truskawkowym bardzo dobre. To prawie scenariusz na bajeczkę filmową lub odcinek dobranocki.... powodzenia w dalszym pisaniu!

Tuli-Pyszczek pisze...

Dziękuję bardzo:)