Coś się zmieniło… Już jak spał,
wiedział, że coś jest inaczej. Wyczuł zapach podczas snu. Wtedy to przyśniło mu się, że węszy w ściółce leśnej w poszukiwaniu zapomnianych orzechów
leszczyny. Wściubiał nos głęboko pod liście i rył. Wyobrażał sobie, że jest
wielkim zawziętym dzikiem, który bez opamiętania orze długim pyskiem liście zmieszane ze
śniegiem, by ostatecznie znaleźć złoża jedzenia pozwalające przetrwać w
dobrobycie cała zimę.
(Takie rzeczy możliwe są oczywiście
tylko w snach, bo w rzeczywistości Tuli-Pyszczek dzikiem nie jest, w sumie, to
chyba nie chciałby nawet nim być. No, a pyszczek to ma płaski i nie za bardzo
nadaje się nawet do porządnego zaglądnięcia zza rogu).
Tuli-Pyszczek rozciągnął swoje
krótkie łapki na boki i rozejrzał się dookoła. Wyraźnie czuł las. Nie był jednak
do końca pewny, więc wyruszył na poszukiwania.

